Śpiewający dzban

Ten spektakl jest jest opowieścią o wielkiej podróży, o zwierzętach, o muzyce, o ziemi, królach i czarodziejkach, o walce o przyjaźni i o małym, szarym telewizorku. Ach no tak, i o śpiewającym dzbanie oczywiście. Śpiewający dzban sam w sobie jest podróżą, w której ilustracje autora posłużą jako mapa, instrumenty będą pojazdem a śmiech, śpiew i zabawa – paliwem.

Witold Vargas jest pół-Polakiem, pół-Boliwijczykiem. Urodził się i wychował w La Paz. Jego boliwijska babcia i wielu innych seniorów rodziny snuło po domach opowieści z dziada pradziada. Od strony matki – Hanny Przerwy-Tetmajer – odziedziczył rodzinną miłość do polskiej kultury niematerialnej. Jest współautorem i ilustratorem serii książek Legendarz, w tym Bestiariusza słowiańskiego. W ten sposób popularyzuje słowiańskie legendy, bajki i opowieści. Jako opowiadacz w swoim reperturze i formach wykonawczych łączy obydwa swoje dziedzictwa kulturowe. W wolnych chwilach publikuje felietony poświęcone ludowej fantastyce oraz uczy w szkole, łazi po górach i jeździ na rowerze.

niedziela, 25 listopada, g. 13.00

dla widzów 5+

Witold Vargas tak mówi o swojej pracy:

Nie jestem w stanie podać daty rozpoczęcia przygody z opowiadaniem. Opowiadała moja babcia, opowiadał tata i opowiadam ja. Dla nikogo z nas nie było to zajęcie główne ani zawód. Taka jest tradycja w kraju gdzie się urodziłem, Boliwii. Opowiada ten, kto czuje potrzebę żeby to robić, a inni słuchają zajmując przy tym ręce jakąś robotą, choćby to było dłubanie w nosie w wypadku leniwych podrostków. Kiedy opuściłem swoja ziemię i wrosłem w kulturę europejską, gdzie wszystko ma swoją nazwę i opis naukowy, zdałem sobie sprawę, że opowiadacz, taki jak ja tata czy babcia, to pewien rodzaj roli społecznej. My, ludzie gadający nosimy na plecach pewien byt większy, starszy i potężniejszy od nas wszystkich razem wziętych: Naszą kulturę, naszą tradycję. Ale też, zdałem sobie sprawę, że dopóty ta tradycja jest i pozostaje żywa, dopóki nie znajdzie się badacz, który zamknie ją w ramach opisu naukowego. Żywy folklor nigdy się nie zatrzymuje, ciągle się zmienia, ciągle czerpie z nowych źródeł a stare utwory, czy będą one muzyczne, czy liryczne czy plastyczne, po prostu stają się stare tak jak ludzie i tak jak ludzie pewnego dnia umierają i to nie znaczy, że z nimi umiera tradycja. Ta tradycja tętni w ich dzieciach i wnukach. Ubiera się nowocześnie, ma inny styl ale, tak jak my jesteśmy potomkami naszych pradziadków, nowa sztuka jest absolutną spadkobierczynią dawnych stylów. Dlatego też nie silę się na opowiadanie kropka w kropkę tego co usłyszałem od taty, babci i innych cioć. Teraz doskonale wiem, że oni improwizowali ile się dało. Lubowali się w wymyślaniu takich wątków, które akurat miał ochotę słuchać ten kuzyn, czy tamten. Czytając baśnie z innych stron świata, tych spisanych przez badaczy etnografów, mam nieodparte wrażenie, że zrobili oni jedynie zdjęcie, czegoś, co zdarzyło się w tamtej chwili i więcej się nie powtórzyło. Wątki w opowieściach są niemal wieczne powtarzają się i przenoszą w czasie i przestrzeni bez ograniczeń. Ale opowieść pojedyncza ma się do nich jak osoba do ludzkości: jest jedną z nich, ale też niepowtarzalna. 
Taką myślą kieruję się opowiadając i przygotowując się do każdego nowego spotkania ze słuchaczami. Nie wiem do końca co się stanie, co mi przyjdzie do głowy w ostatniej chwili, czy o czymś zapomnę i czy nie dodam czegoś nowego. Ale też zdarza się, że jeśli mam zbyt dużo spotkań w krótkim czasie na ten sam temat, zaczynają się wdzierać do opowieści pewne powtórki, które w pewnym momencie stają się męczące dla mnie samego. Opowieść w moim rozumieniu, musi przypominać rozmowę. Na zasadzie: powiem ci coś. To według mnie różni pracę opowiadacza od pracy aktora, który na scenie musi zbudować świat do którego widz nie ma pełnego dostępu. Ja natomiast karmię się wszystkimi emocjami słuchaczy. I tymi dobrymi i tymi złymi. Prowadzę dialog z ich mimiką, spojrzeniem, śmiechem, ziewaniem, znużeniem, strachem i zaciekawieniem. Mój styl opowiadania jest szorstki, nie doszlifowany, nie wystrzega się błędów ani potyczek. Jest jak jabłko nie pryskane. 
Oto kilka linków do fragmentów moich opowieści dla dzieci, młodzieży i dorosłych.

THE SINGING JUG

This performance is a story about a great journey, about animals, about music, about earth, kings, and sorceresses, about struggle, about friendship, and about a small grey TV. And, well, about a singing jug, of course. The Singing Jug is a journey in itself, where the author’s illustrations serve as a map, the instruments as a vehicle, and laughter, song, and amusement as fuel.

 

Witold Vargas is half-Polish and half-Bolivian. Born and raised in La Paz, he listened to many traditional stories told by his Bolivian grandmother and other seniors. His mother, Hanna Przerwa-Tetmajer, instilled in him a family love for Polish immaterial culture. Co-author and illustrator of the Legendarz [Legendary] book series, including Bestiariusz słowiański [Slavic bestiary], which popularize Slavic legends, folk tales, and stories. As a storyteller, his repertoire melds both of his cultural legacies. In his free time, Vargas writes feuilletons devoted to folk fantasy as well as teaching, mountain hiking, and bike riding.

 

Sunday, 25 November, 13.00

Suitable for viewers from age 5

 

Zobacz wszystkie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s